Miasto posiada pięć pasów murów skonstruowanych w różnych epokach. W niektórych miejscach widoczne są ruiny muru z czasów świetności cesarstwa rzymskiego. Werona jest podzielona na osiem okręgów, które z kolei dzielą się na dwadzieścia trzy obszary administracyjne. Cztery obszary należą do centrum historycznego, a dziewięć
Spis treści1 Balkon Julii w Weronie – czy aby na pewno?2 Magiczne miejsce pełne miłości czyli Dom Julii w Weronie3 Historia Domu Julii w Weronie4 Dom Julii w Weronie – ceny i godziny otwarcia5 Dojazd do Domu Julii w Weronie6 Gra miejska w Weronie – pomysł na zwiedzanie miasta z dziećmiWerona to miasto znane przede wszystkim z powieści Szekspira „Romeo i Julia”, bowiem to tutaj miała miejsce ta tragiczno-romantyczna historia z konfliktem rodzinnym w tle. I to właśnie Dom Julii jest jedną z najczęściej odwiedzanych w mieście Julii w Weronie – czy aby na pewno?Zacznijmy od tego, że Dom Julii (Casa di Giulietta) to tak naprawdę dom należący do rodu Cappello. Jedna z opowieści głosi, że nazwa nad wyraz przypomina słynny ród Capuletich, więc umiejscowienie książkowego Domu Julii w tymże miejscu nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem. Dom wygląda tak, jak opisał to w powieści Szekspir, ale… sam balkon został dobudowany dopiero w roku 1935! Miasto kupując budynek w 1905 roku stwierdziło, że ze względu na podobnie brzmiące nazwy rodów oraz jego umiejscowienie, to tutaj będzie musiał znaleźć się Casa di głoszą, że ród Capuletich rzeczywiście istniał (dokładniej byli to Cappelletti). Co ciekawe, zanim budynek został odkupiony przez miasto, służył jako miejscowy dom publiczny. Zwiedzając to miejsce warto więc mieć na uwadze fakt, że dom ten nigdy nie należał do Julii i jest on przede wszystkim miejscem symbolicznym, czymś co zachęca turystów i jednocześnie nadaje wyjątkowości miejsce pełne miłości czyli Dom Julii w WeronieBalkon Julii, jak już wspomnieliśmy, został wybudowany niecałe sto lat temu i do dziś by na niego wejść i poczuć się jak literacka Julia – ustawiają się kolejki. To w końcu tutaj Romeo wyznał jej miłość co zaowocowało o wiele bliższą relacją ma chyba wątpliwości, że do placu przy Domu Julii przychodzą tłumy zakochanych, albo i tych, którzy szukają miłości. Przechodząc przez bramę do szekspirowskiego podwórka zobaczyć można niezliczone karteczki i napisy z inicjałami zakochanych, którzy wierzą, że dzięki temu ich miłość będzie trwać wiecznie. Legenda głosi, że dotykając prawej piersi posągu Julii ci, którzy nie mają drugiej połówki w końcu ją znajdą. Ci, którzy znaleźli miłość będą szczęśliwi po wsze czasy. Tak głosi legenda i uwierzcie mi, że kolejka do zdjęcia z posągiem oraz możliwości dotknięcia jej piersi jest minimum dziesięciominutowa. Czasem na placyku zauważycie nawet kilka osób piszących listy do Julii – Ci spragnieni miłości piszą do niej o wstawiennictwo, radę czy też o miłosne wsparcie. Rocznie do Domu Julii napływa około kilku tysięcy listów. Aby odpisać na nie wszystkie powstał nawet „Klub Julii”, którego członkowie odpisują na listy od około siedemdziesięciu lat!Co ciekawe, ten fakt zainspirował twórców filmu „Listy do Julii” i w ten sposób powstała produkcja, która przepięknie ukazuje Weronę i wręcz przyciąga do tej krainy miłości!Na środku dziedzińca znajduje się również drzewko miłości. Zakochani piszą tutaj miłosne życzenia i wieszają na drzewku licząc, że się spełnią. Oczywiście mnóstwo tutaj kłódeczek z inicjałami zakochanych. Aura w tym miejscu jest doprawdy nietuzinkowa!Historia Domu Julii w WeronieOd XII do XIX wieku budynek był hotelem oraz straganem. Pomiędzy XIV, a XV wiekiem Dom Julii był szpitalem, gdyż rodzina Capello specjalizowała się w farmaceutyce. Budynek pełnił również rolę domu miasta przejęły budynek nadając mu ducha szekspirowskiego dzieła. Dom Julii obecnie pełni funkcję muzeum, w którym poczuć się można niczym bohater powieści. W środku znajduje się wnętrze rzekomego miejsca zamieszkania bohaterki, zobaczyć można również tradycyjne stroje, w których prezentować się mieli Julia i Romeo. W pomieszczeniach znajdują się drewniane książki przedstawiające fragmenty powieści w dwóch językach oraz tablety, z których można wysłać elektroniczną kartkę z pozdrowieniami do swych atrakcją muzeum jest oczywiście słynny Balkon Julii, na który można wejść i wyobrazić sobie, że na dole czeka na nas nasz Romeo wyznający nam w przejściu do Domu Julii, cała w wyznaniach miłosnychDom Julii w Weronie – ceny i godziny otwarciaZa wejście do Casa di Giulietta (a co za tym idzie na Balkon Julii) zapłacicie 6 euro (bilet normalny), 4,50 euro (dla młodzieży do 15 roku życia oraz emerytów), bezpłatnie natomiast wejdą emerytowani mieszkańcy Werony, posiadacze Verona Card oraz osoby niepełnosprawne wraz z opiekunami. Bilety grupowe kosztują 1 euro za osobę (uczniowie do lat 14).Ponadto można zakupić bilety łączone, np. bilet wstępu do Domu Julii oraz jej grobowca w cenie 7 euro (osoba dorosła) i 5 euro (bilet ulgowy).Jeśli chcecie spędzić w Weronie minimum 1 dzień, Verona Card będzie dobrym rozwiązaniem. Karnety są w cenach: 20 euro za 24h oraz 25 euro za 48h. Z tą kartą wstęp do większości muzeów, kościołów, zabytków oraz korzystanie z komunikacji miejskiej – są za darmo. Wiele punktów oferuje również zniżki dla posiadaczy karty. Kupicie ją w Biurze Informacji Turystycznej, w muzeach, przy zabytkach, w kioskach zwanych tabaccheria i w wybranych hotelach. Dziedziniec Julii jest otwarty jest od godziny 11:00 do godziny 17:00 (ostatnie wejście o godzinie 16:45). Ze względu na covid polecamy śledzić oficjalną stronę KLIK TUTAJ gdzie znajdziecie informację o godzinach otwarcia do Domu Julii w WeronieDo Werony najprościej wybrać się autem, bądź samolotem. Casa di Giulietta znajdziecie przy ulicy Via Capello 23. W historycznym miejscu Werony obowiązuje strefa ograniczonego ruchu, tak więc wjazd do strefy ZTL dozwolony jest jedynie:od poniedziałku do piątku w godzinach: 10:30 – 13:30 i 16:00 – 18:00w soboty, niedziele i święta w godzinach: 10:00 – 13:30Jadąc autem, można zaparkować bezpośrednio przy Domu Julii, w jednej z wyznaczonych stref parkingowych ZTL. Koszt za godzinę postoju powinien wahać się w granicach 1-2 euro. Najbliższy, bezpłatny parking znajdziecie to Porta Palio, przy Viale Colonnello Galliano 3 – parking jednak szybko zapełniany jest przez turystów. Dodatkowo, do miejsca docelowego spacer zajmie wam ponad 20 minut. Po drugiej stronie Adygi, osiem minut pieszo od Domu Julii znajduje się płatny Parking Isolo, przy Via Ponte Pignolo – za godzinę postoju zapłacicie tutaj około 2,10 euro. Dodatkowo jest czynny całą dobę. Co ciekawe, miasto oferuje usługę wypożyczenia rowerów miejska w Weronie – pomysł na zwiedzanie miasta z dziećmiMy zwiedzaliśmy Weronę po naszemu 😉 Czekała tu bowiem na nas gra miejska z zaszyfrowanym punktem mety! Zobaczcie:Nikomu nie trzeba specjalnie przypominać o święcie, któremu patronuje święty Walenty – Dniu Zakochanych. Przypominają o tym udekorowane sercami wystawy sklepowe, repertuar kin serwujący tego dnia ckliwe melodramaty i komedie romantyczne, audycje radiowe odświeżające hity o miłości. I choć Walentynki mają też swoich krytyków, to jednak pozostają świętem przypominającym o potędze uczucia. A skoro o zakochaniu mowa – to przedstawimy Wam dzisiaj wspomnienia z wizyty we włoskim mieście, które najczęściej kojarzy się z historią miłości namiętnej, ale nieszczęśliwej – i może dzięki temu poruszającej wyobraźnię kolejnych pokoleń. To oczywiście Werona – miasto zakochanych. Duch Szekspira Dwa świetne rody, tak samo dostojne, W pięknej Weronie, co przedstawi scena, Spór z dawnych czasów w nową pchają wojnę […] – tymi słowami Chór wprowadza czytelnika w akcję tragedii wszech czasów, w nieśmiertelną opowieść o miłości Romea i Julii. Wydarzenia rozgrywają się w Weronie – mieście w północno-wschodniej części Włoch, położonym nad rzeką Adygą u podnóża Alp Weneckich. Wstępując do miasta, zostajemy przywitani słowami z dramatu „Romeo i Julia” (akt III, scena III), które przypominają każdego dnia mieszkańcom o niezwykłości ich małej ojczyzny: Zewnątrz Werony nie ma, nie ma świata, Tylko tortury, czyściec, piekło samo! Stąd być wygnanym, jest to być wygnanym Ze świata; być zaś wygnanym ze świata, Jest to śmierć ponieść. Historyczne atrakcje Werony Do Werony wybraliśmy się w 2012 roku, kierowani przede wszystkim legendą Romea i Julii. Ale szekspirowskie tropy zostawmy na deser, oddając sprawiedliwość, że miasto poza literacką sławą ma sporo do zaoferowania, zwłaszcza miłośnikom historii. Co warto zobaczyć, odwiedzając Weronę? Na pewno Piazza Bra, gdzie mieszkańcy miasta spotykają się, by przy okazji robienia zakupów wyskoczyć na kawę, odpocząć czy poplotkować w kafejkach. Zawsze nas urzeka ten typowo włoski obrazek – ludzi niespieszących się i chętnych do rozmowy połączonej z ekspresyjną gestykulacją. Tuż obok Piazza Bra zlokalizowana jest wspaniała rzymska Arena (trzecia co do wielkości zachowana budowla tego typu, po Koloseum i amfiteatrze w Kapui). Obecnie w amfiteatrze organizowane są miejskie targi, a w okresie wakacyjnym odbywają się przedstawienia włoskich oper, które podziwiać może do 25 tysięcy widzów. Kwiaty sypią się na Romea Ciekawostką łączącą się z duchem Szekspira jest to, że na scenie Areny w 1872 roku wystąpiła w roli Julii znakomita aktorka Eleonora Duse, która podobnie jak jej literacki pierwowzór miała wówczas 14 lat. Historycy teatru często przypominają ten legendarny występ Duse, kiedy to pojawiła się na scenie z bukietem białych róż zakupionym na pobliskim Piazza delle Erbe. Jedną z nich upuściła podczas pierwszego spotkania z ukochanym, a w legendarnej scenie balkonowej obrywała płatki kwiatów, które zrzucała na jego głowę. W finałowej scenie obsypała różami ciało zmarłego kochanka leżącego w grobowcu. Bogactwo architektoniczne Werony Obok Via Mazzini znajduje się obszerna Piazza delle Erbe, które w przeszłości było Forum Romanum (w podziemnym muzeum Scavi Scaligeri można ujrzeć fundamenty dróg, kanalizację, resztki domów i bazyliki rzymskiej). Na placu warto zwrócić uwagę na barokowy Palazzo Maffei i najwyższą gotycką budowlę – Torre del Gardello. W pobliżu znajduje się Loggia del Consiglio uważana za najpiękniejszy renesansowy budynek w Weronie. Niedaleko tego miejsca mieszczą się groby członków rodziny della Scala (Scaligeri). To oni w przeszłości zarządzali miastem i przyczynili się do jego rozwoju. Antycznymi śladami w Weronie są też rzymskie bramy pochodzące z I wieku: Borsari i Leoni, a także most rzymski Ponte Pietra. Będąc w Weronie warto też zwiedzić katedrę, w której znajduje się dzieło Tycjana – „Wniebowzięcie Maryi Panny”. Miejscem owianym mrocznymi legendami jest zamek Castelvecchio nad Adygą wraz z mostem Della Scala. Historia twierdzy wiąże się z postacią znienawidzonego despoty Cangrande II Scaligeriego, który wzniósł go w 1354 roku, aby schronić się w nim na wypadek buntu ludu. Do rewolty nie doszło, a on sam ostatecznie zginął z rąk rodzonego brata. Dziś w fortecy znajduje się muzeum, w którym można podziwiać dzieła Veronese, Belliniego czy Tiepola. Historia kochanków z Werony Z całą pewnością większość odwiedzających Weronę – podobnie jak i my – będzie jednak szukała śladów po szekspirowskich kochankach. Choć uwiecznione przez dramatopisarza rodziny Capuletich i Montecchich istniały naprawdę (były to ważne rody kupców weneckich), to jednak sama historia burzliwego romansu jest wytworem artystycznej wyobraźni. Trzeba przy tym zaznaczyć, że Szekspir miał szczególny sentyment do tego miasta, którego nigdy nie odwiedził, a znał je tylko z relacji innych artystów. Wzmianki o Weronie w jego dramatach odnajdziemy np. w komediach „Dwaj panowie z Werony” czy w „Poskromieniu złośnicy”. Kradziony wątek Sam Szekspir czerpał fabułę do „Romea i Julii” z historii Giannozy i Marriotta, którzy pochodzili tak naprawdę ze Sieny. Legenda została wprowadzona do literatury przez Masuccia di Salerno (w 1476 roku), który wykorzystał ją w jednym ze swych opowiadań. Potem Luigi da Porto przeniósł akcję do Werony i zmienił imiona bohaterów. Kolejni autorzy wykorzystywali tę historię, dodając i zmieniając w niej to, co podpowiadała im wyobraźnia. Tak też postąpił Szekspir, którego urzekła wersja Arthura Brooke’a z 1562 roku. Poemat Brooke’a stał się „bestsellerem” i wiedziony ciekawością Szekspir również po niego sięgnął, tworząc własną wersję love story. A potem tragiczna historia Romea i Julii stała się inspiracją dla muzyków, reżyserów, poetów, twórców oper i baletów i w ten sposób utrwaliła legendę o Weronie. Śladami Romea i Julii Choć Romeo i Julia są wytworem literackiej wyobraźni, to jednak w Weronie pielęgnuje się pamięć o kochankach, którzy są jedną z głównych atrakcji turystycznych miasta. I stąd w Weronie współistnieją miejsca historyczne z legendarnymi. Przy Via delle Arche Scaligeri znajdziemy Casa Romeo, a przy Via Cappello 23 – Casa di Giulietta, choć tak naprawdę ani Romeo, ani Julia tam nie mieszkali, bo ich po prostu nie było! Wyobraźnię ożywiają poetyckie fragmenty dramatu. Istniały jednak weneckie rodziny kupieckie, które dały impuls całej historii. Zwiedzamy dalej i zatrzymujemy się przy domu rodziny Capulettich, który jest gotyckim XIV-wiecznym pałacykiem (w którym mieszkała rodzina dall Capello). Na fasadzie domniemanego domu Romea przytoczone są kolejne wersy z Szekspira (z aktu V, sceny III): O pocieszycielu! Gdzie mój kochanek? Wiem, gdzie być powinnam I tam też jestem; lecz gdzie mój Romeo? Dom Julii Do domu literackiej Julii wchodzi się przez długą, ciemną bramę, której całe wnętrze, ściany, podłogi i sufit pokryte są miłosnym graffiti, przyklejonymi gumami do życia i czerwonymi serduszkami. Autorzy, piszący wyznania w różnych językach świata, w ten sposób utrwalają swoją pielgrzymkę do legendarnego miejsca. Z tej barwnej bramy kroki nas prowadzą na Piazza delle Erbe, czyli do średniowiecznej kamienicy ze słynnym balkonem i posągiem Julii oraz muzeum. Stajemy na dziedzińcu wypełnionym turystami i już z daleka dostrzegamy balkon, który stał się jednym z symbolicznych obrazków miłosnej rozmowy. Przypominamy sobie filmowe sceny z wykorzystaniem tego motywu (i te poważne i parodiowane), słowa starej piosenki zespołu Wanda i Banda: Nie będę Julią Wierną na balkonie… Widzimy zatem balkon, którego jednak w samym dramacie Szekspira nie było. To bowiem tylko wymysł inscenizatorów – twórcy spektakli teatralnych zinterpretowali scenę, która zyskała miano „balkonowej”. Balkonem zaskoczony byłby jednak sam Szekspir, gdyż Julia w dramacie przemawia po prostu stojąc przy oknie na piętrze. Dopóki będzie istniała Werona… Na dziedzińcu znajduje się też kolejna szekspirowska pamiątka – figura smukłej, samotnej i smutnej Julii. To jakby spełnienie tylko połowy obietnicy rodziców feralnych kochanków: ślubuję, że Julii Postawię pomnik ze szczerego złota Jej wierną miłość ten posąg uświęci I Julia przetrwa w pokoleń pamięci Dopóki będzie istniała Werona. […] Postać Romea, w złocie uwieczniona Stanie przy Julii Choć brakuje na dziedzińcu posągu Romea, ustawiamy się w kolejce do Julii, by zrobić sobie z nią zdjęcie, ale też – by zgodnie z tradycją – pogłaskać mocno już wypolerowaną prawą pierś posągu, co ma podobno gwarantować szczęście w miłości 😉 W Weronie można również odwiedzić domniemany grób Julii. Znajduje się w byłym klasztorze braci mniejszych, na Lungoadige Capuleti (za murami miasta, nad brzegami Adygi, oddalony od centrum o kilka kilometrów). W 1938 roku pusty sarkofag (w którym „pochowano” literacką Julię), otaczany czcią kolejnych pokoleń, przeniesiono z kościoła do nastrojowej krypty. To miejsce przyciągało do Werony wielu artystów – odwiedził je lord George Byron i Charles Dickens. Cyprian Norwid pod wpływem wizyty w tym miejscu napisał ok. 1847 roku wiersz początkowo zatytułowany „Nad grobem Julii Capulleti w Weronie” (potem zmieniony na „W Weronie”). Grób obsypywany jest systematycznie świeżymi kwiatami, które składają wraz z liścikami odwiedzający zakochani turyści. Obecnie miejsce to jest wykorzystywane także jako sceneria ślubów cywilnych. Nie samą sztuką człowiek żyje I na koniec wizyty w Weronie, gdy już zaspokoimy głód historycznych i literackich atrakcji, proponujemy udać się do włoskiej restauracji i skosztować dwóch specjałów, z których słynie miasto. Pierwszym jest gnocchi al pomidoro – potrawa, której powstanie wiąże się z historią głodu w Weronie w XVI wieku. Drugie to danie na bazie końskiego mięsa – pastissada, którego legendarnym pomysłodawcą jest rzekomo chłop Bertoldo, który pierwszy umieścił mięso końskie w naczyniu pełnym aromatycznych przypraw. Historia tej potrawy sięga odległego okresu – bitwy pod Weroną w 489 roku. Wtedy to Odoaker wydał zgodę na jedzenie mięsa końskiego znalezionego na polu walki. Warto też skosztować win, z których słynie ten region, np. białe Soave czy czerwone Bardolino. Urocza Werona – miasto zakochanych Sentyment Szekspira do miasta zrodził jego nieśmiertelną legendę i przyczynił się do popularyzacji samej nazwy miejscowości. Na świecie jest ponad 20 miasteczek o tej nazwie – w tym w Kanadzie, Ameryce i Australii. Weronę odwiedzało w przeszłości wielu artystów. Tu zatrzymywał się wygnany z Florencji Dante Alighieri, a galerię San Giorgio podziwiał niemiecki poeta Johann Wolfgang Goethe. Charles Dickens swoją wizytę w mieście ujął słowami, które podsumowują także nasze wspomnienie z tego miasta: O urocza Werono! Z twoimi wiekowymi pałacami […] z twoimi rzymskimi bramami; z kościołami ozdobionymi marmurem i okazałymi pałacami. Byłaś zawsze uroczą Weroną i taką pozostaniesz w mojej pamięci.
Werona ma jeszcze jedną legendę o kochankach, którzy nie mogąc być razem wybrali wspólną śmierć. Nieopodal Domu Julii jest niewielkie podwórko, gdzie znajduje się Studnia Miłości. Jest to stara, kamienna studnia, w tej chwili dość płytka i pozbawiona wody.
Dramat Szekspira o parze romantycznych kochanków do dziś przynosi miastu sławę. Ja też jadę w sprawie miłości i przekonuję się, że ona niejedno ma imię. Czuję przyjemne drżenie serca, gdy buszując po sklepach, znajduję coś wyjątkowego. Jego intensywne bicie po trzecim espresso. I rozkosz spacerów wąskimi uliczkami. Przede mną dwa dni pożądania… Ups! Freudowski błąd! Podążania tropem miłości. Dzień pierwszy 9:00 Śniadanie wśród książek? Brzmi kusząco. Idę więc do baru della Libreri przy księgarni Gheduzzi (Corso Sant' Anastasia). Zamawiam cappuccino, a do tego croissanta. Nie najadam się przesadnie, ale zachwycam wnętrzem: długa sala, książki pod sufit, a wszystko w kamienicy, której historia sięga średniowiecza. W dodatku w ścisłym centrum. Dobry punkt na rozpoczęcie wycieczki. 10:00 Zanim na dobre zacznę zwiedzanie, chcę spojrzeć na Weronę z góry. Wieża Torre dei Lamberti wydaje się idealnym punktem widokowym. Pokonuję więc 368 stopni i mam, co chciałam: Weronę jak na dłoni. Oszałamia. Nieregularny czworobok Piazza delle Erbe, dachy w przygaszonej czerwieni, dzwonnice licznych kościołów, rzeka, a za nią wzgórza. Kameralna dziś Werona w XII i XIII w. była potężnym miastem-państwem rządzonym przez despotycznych władców z rodu della Scala. Pamiątki po nich oglądam u stóp Torre dei Lamberti, w okolicy Piazza dei Signori zwanym też placem Dantego (wygnany z Florencji poeta znalazł tutaj schronienie). Wąskie przejście między Palazzo degli Scaligeri a Palazzo del Capitano prowadzi do Arche Scaligere – monumentalnych grobowców rodu, z których największy, Cangrande I, umieszczono nad wejściem do kościoła Santa Maria Antica. W okolicy jest jeszcze gratka: Dom Romea, czyli XIV-wieczna kamienica, w której według legendy mieli mieszkać Montecchi (Arche Scaligere 4). 11:00 Wiadomo jednak, że w uczuciach wiarygodne są raczej dziewczyny, więc zakochani, mniej lub bardziej szczęśliwie, pielgrzymują do Domu Julii szczęśliwie, pielgrzymują do Domu Julii (Via Cappello 23). Nie jest przesądzone, czy Julia istniała naprawdę, ale pewne jest, że nikt z jej rodziny nigdy tu nie mieszkał. Muzeum powstało na początku XX w., a balkon dobudowano krótko przed II wojną światową. Do niedawna można było przyklejać do ściany w bramie listy do Julii, teraz jedną ścianę przeznaczono na odręczne wyznania miłosne. Listy trzeba wysłać pocztą (Club di Giulietta – The Juliet Club, Via Galilei 3 – 37100 Verona) albo przez internet (info@ Na większość odpisują, w imieniu Julii, wolontariusze. Najciekawsze wygrywają w walentynkowym konkursie. Ja w miłości jestem staroświecka i nie lubię tłumu. Pod Domem Julii robię sobie tylko pamiątkowe zdjęcie z balkonem w tle i czym prędzej uciekam. 13:00 Wąskimi uliczkami, o tej porze już szykującymi się do sjesty, idę w kierunku Piazza Bra. Zanim wszystko się zamknie, chcę zjeść lunch w jednej z knajpek przy Il Liston. To szeroki trotuar, gdzie w dawnych wiekach mogli przechadzać się tylko arystokraci „z listy”. Dziś w restauracjach przesiadują turyści. Nie oczekuję pyszności, jednak w trattorii Liston 12 zjadam zaskakująco smaczne focaccio z szynką parmeńską. Tak naprawdę tu jednak liczy się widok. Główną atrakcją Piazza Bra jest bowiem Arena – amfiteatr starszy nawet niż znacznie bardziej słynne rzymskie Koloseum. 14:00 Gdy w latach 40. I w. zbudowano Arenę, na jej widowni mogło zasiąść 30 tys. osób. W XII w. trzęsienie ziemi zniszczyło otaczającą ją 32-metrową ścianę. Dwa łuki ostały się jednak do dziś. Przechadzam się po marmurowej widowni (odbudowanej na przełomie XVI i XVII w.), wspinam się oczywiście na najwyższy, 44. rząd. Widok nie jest tak oszałamiający jak z wieży Lambertich, ale też robi wrażenie. Obiecuję sobie, że kiedyś wrócę tu w lecie, gdy odbywają się festiwale operowe. W takich warunkach chyba nawet ja, nieczuła na muzykę, pokocham operę. 15:00 Nieduże włoskie miasta charakteryzują się tym, że jest w nich dużo kościołów, a w wielu z nich można natknąć się na dzieła sztuki, które w każdym innym kraju eksponowano by z pietyzmem w prestiżowych muzeach. Nie inaczej jest w Weronie. Czasu mam niewiele, więc z czterdziestu wybieram cztery świątynie. W pochodzącej z XII w. Katedrze oglądam Wniebowstąpienie Tycjana. W bazylice św. Zenona podziwiam romańską architekturę: 72-metrową dzwonnicę, drzwi z brązu, na których ukazano sceny biblijne, a na deser – tryptyk Andrei Mantegny Matka Boska z Dzieciątkiem wśród świętych. W gotyckim kościele Sant'Anastasia z Dzieciątkiem wśród świętych. W gotyckim kościele Sant'Anastasia nigdy nie skończono budowy fasady, ale jest największy w Weronie. Po prawej stronie od ołtarza zachwyca fresk Pisanella Święty Jerzy i księżniczka. Kościół San Francesco al Corso odwiedzam, bo w Weronie nie można uciec od Julii. Tu znajduje się jej domniemany grób. Schowany w ciemnej krypcie wygląda trochę jak kamienna wanna, ale nie przeszkadza to werońskim pannom młodym składać tu ślubnych bukietów. Sam kościół, nieduży i ozdobiony freskami, jest urzekający. 18:00 Nasycona sztuką idę poszukać smaków miłości. A czy można sobie wyobrazić coś lepszego niż lody pistacjowe? Kieruję się więc ku Adydze i tuż przy Ponte Pietra znajduję polecaną przez przyjaciółki gelaterię Artigianale Ponte Pietra (Via Ponte Pietra 23). Uprzedzały mnie, że lody są tu najlepsze na świecie i że ich mężowie, na co dzień stroniący od słodyczy, wracali po drugą porcję. Nie spodziewałam się jednak, że mogą być aż tak dobre. Lodziarnię prowadzą bracia Mirko i Stefano (to on kręci te lody!). Skoro już tu jestem, zaglądam na Ponte di Pietra Skoro już tu jestem, zaglądam na te di Pietra – kamienny most odbudowany po II wojnie (oryginał pochodzi z I w. Na drugą stronę rzeki przeprawię się jutro, ale już dziś z zachwytem patrzę na Adygę, która właśnie w tym miejscu gwałtownie zakręca. Włosi nie byliby sobą, gdyby nie dostrzegli, że Adyga w Weronie układa się w zgrabne podwójne S. Jak sposare („wychodzić za mąż”). Ja nie byłabym sobą, gdybym nie pomyślała: S jak singielka. Ewentualnie: samotność i smutek. No chyba że seks. Na razie wybieram spacer. Wzdłuż zakola Adygi docieram aż do Castelvecchio. Ta XIV-wieczna forteca dziś jest miejskim muzeum. W środku pierwszorzędni mistrzowie: Bellini, Tintoretto, Pisanello. 21:00 Wracając na stare miasto, przechodzę pod dwoma ważnymi łukami. Pierwszy to Porta dei Borsai, który w początkowych latach naszej ery pełnił funkcję bramy miasta. Drugi, Archo dei Gravi, został zniszczony przez wojska napoleońskie i odbudowany w XX w. Idąc Corso Cavour, planuję jutrzejsze zakupy, ale teraz myślę już tylko o kolacji. Postanawiam zaszaleć w solidnej knajpie Maei ( Zamawiam carpaccio wołowe, potem tortelloni z łososiem, na koniec deser: pieczone jabłko z bitą śmietaną o smaku cytrynowym. Czekając na jedzenie, oglądam ruiny pochodzącej z I w. poświęconej Jowiszowi, Junonie i Minerwie świątyni Campidolium. Tak się złożyło, że skryły się one w restauracji. Najedzona wychodzę na Piazza della Erbe. Już w dzień robił wrażenie. Wtedy jednak psuły je stragany z tandetą. Teraz, odpowiednio podświetlony, sprawia, że zatrzymuję się na dłużej. Podziwiam freski na XIV-wiecznych kamienicach, marmurową posadzkę. No i tę cudowną włoską nonszalancję wobec historycznych atrakcji. Nie każde miasto pozwoliłoby, żeby na placu z taką historią ustawić bazarowe budki. No, ale tu handel kwitł zawsze. Nazwa placu, erbe (po włosku „zioła”) wywodzi się od średniowiecznego targowiska. Drugi dzień 11:00 Po wczorajszej kolacji śniadanie jem skromne i wybieram się na drugą stronę rzeki. Tym razem mostem Garibaldiego, bo stąd najbliżej do jeszcze jednego kościoła, który koniecznie trzeba zobaczyć. Za jasną fasadą San Giorgio in Braida kryją się istne skarby. Ołtarz projektu Sanmichelego, Chrzest Tintoretta i Męczeństwo św. Jerzego Paola Veronesego. 12:00 Nadbrzeżem Adygi idę do Teatro Romano. Znalazłam się w innym świecie. Spokojniejszym. Prawie nie spotykam turystów. Teatro Romano – mniejszy (w czasach świetności mieścił 5 tys. widzów) rówieśnik Areny wspina się na zbocze wzgórza Castel San Pietro. Wygląda na nieco opuszczony, ale to błędne wrażenie. W lecie odbywają się tu festiwale szeks pirowskie, które co wieczór przyciągają 1,7 tys. widzów. Teraz nikogo nie ma, więc przysiadam na ławce, bawię się z kotami i z pewnym przerażeniem patrzę w górę: na szczycie Castel San Pietro znajdują się XIX-wieczne austriackie koszary. Podobno stamtąd to dopiero jest widok! Prowadzi doń wąska ścieżka, a po drodze przy odrobinie szczęścia można znaleźć magiczne źródełko, z którego woda wzmaga poetycką wenę. Spokój Teatro Romano nieco mnie rozleniwia i decyduję się jednak zrezygnować z wycieczki. Wszakszukam w Weronie miłości, a górskie wyprawy, stare koszary i poezja to są akurat rzeczy, których nie kocham nic a nic. Zamiast tego wybieram się na spacer po Veronetcie – nowoczesnej dzielnicy Werony. Nowoczesnej, czyli zbudowanej mniej więcej sto lat temu. Szukam tu czegoś do zjedzenia, ale żadna z knajpek nie przyciąga mojej uwagi. 14:30 Głód każe mi wrócić na północną stronę miasta. Nie chcę jeszcze oddalać się od rzeki, więc w poszukiwaniu obiadu idę na ulicę Sottoriva. Ulokowało się tu mnóstwo barów, winiarni i restauracji. To ulica „odzyskana” dla miasta pod koniec XIX w. Po wielkiej powodzi w 1882 r. zasypano wszystkie odnogi Adygi i w ich miejscu wybudowano ulice, Sottoriva właśnie. Po namyśle i lekturze menu wybieram osterię Sottoriva i zamawiam gnocchi. To w Weronie obowiązek. Już w XVI w. swoim ubogim mieszkańcom miasto serwowało gnocchi z sosem pomidorowym w piątek poprzedzający zakończenie karnawału. Z czasem ta tradycja przerodziła się w coroczne wybory Papa del Gnoco – króla kartoflanych klusek. 17:00 Być we Włoszech i nie pójść na zakupy – to nie w moim stylu. Gdy kończy się sjesta, ruszam między półki. Zaczynam od Via Mazzini. To handlowy deptak, który łączy najważniejsze place – Piazza delle Erbe z Piazza Bra. Oczywiście też ma długą tradycję. Już w XIV w. szyto tu ubrania na miarę. Dziś kupuje się gotowe, przeważnie strasznie drogie. Tu bowiem mają sklepy światowi projektanci – Gucci, Versace czy Louis Vuitton. Te omijam, ale zaglądam do włoskich sieciówek. Jakiś drobiazg w Benettonie, ale dużego sukcesu wciąż brak. Mijam więc Piazza Bra i kieruję się w stronę Corso Cavour. Tu sklepy nie mają znanych szyldów, ale za to ile atrakcji. Kozaki z płócienną cholewą służą mi już czwarty rok i wciąż są sensacyjne! Moja rada: w sprawie shoppingu, tak jak w wyborze restauracji – nie chodzić tam gdzie turyści, a tam gdzie mieszkańcy. 20:00 Zostawiam zakupy w hotelu i idę na pożegnalną kolację. Znów schodzę z głównego szlaku i znajduję pizzerię Bella Napoli (Via Marconi 11), potem dopiero się dowiem, że polecają ją przewodniki. Na razie kusi mnie nazwa, wszak Neapol to stolica pizzy i bezpretensjonalny wystrój. Żadnych białych obrusów, żadnego zadęcia. Za to tłum taki, że muszę poczekać na stolik. Czekam, bo czuję, że będzie smacznie. I jest. Pizza ma cieniuteńkie ciasto, mozzarella, nie przesadzam, rozpływa się w ustach, a pomidory są słodkie i soczyste. Pamiętając, że w okolicach Werony jest kilka ważnych włoskich winnic (Valpolicella, Bardolino, Soave), zamawiam karafkę wina i nie żałuję wyboru. Żałuję tylko, że rano stąd wyjeżdżam. NO TO W DROGĘ INFO: Ludność: ok. 260 tys. mieszkańców. Położenie: Werona leży u podnóża Alp Weneckich, w północno-wschodnich Włoszech, region Veneto. Waluta: euro Wiosną, bo wtedy odbywają się gigantyczne targi wina Vinitaly (w tym roku 7–11 kwietnia). Latem, bo wtedy są festiwale operowe (w tym roku od 17 czerwca do 3 września w Arenie zostanie wystawionych 49 przedstawień operowych) i festiwal teatralny (od maja do sierpnia). Jesienią, bo wtedy nie ma upału i tłumów. Zimą, bo wtedy jest karnawał (najstarszy we Włoszech!), i w walentynki (najbardziej romantycznie). Najwygodniej samolotem: Alitalia, z przesiadką w Rzymie. Najprzyjemniej: samolotem do Mediolanu, a stamtąd pociągiem EScity Pociąg, gdy mija Weronę, jedzie do Padwy i Wenecji. Oba miasta są godne obejrzenia. W drodze powrotnej można zatrzymać się na shopping w Mediolanie. W Weronie z autobusu warto skorzystać tylko w drodze z dworca lub lotniska. Z lotniska Valerio Catullo aerobusy do dworca Verona Porta Nuova kursują co 20 min. Spacer z dworca do centrum zajmuje ok. 15 min. Najlepiej zwiedzać miasto piechotą. Warto jednak kupić kartę Verona Card – można zaoszczędzić na biletach do muzeów i kościołów. Święte słowo we Włoszech brzmi „sjesta”. Jej godziny są ruchome, ale raczej między 14 a 16 nie ma co planować obiadów i zakupów. Większość sklepów zamknięta jest również w poniedziałek przed południem (czyli do końca sjesty). W soboty pracują za to normalnie, do 19–20. To nieprawda, że Włosi piją tylko espresso. Rano pijają cappuccino, espresso dopiero po 12. Do Werony i w jej okolice przyjeżdża co roku ok. 3 mln osób. To czwarte (po Rzymie, Florencji i Wenecji) najchętniej odwiedzane włoskie miasto. Wielu turystów korzysta z tego, że zaledwie 35 km stąd jest jezioro Garda, gdzie można zaplanować sobie wakacje.
Provided to YouTube by WM Poland/WMIRomeo i Julia: Romeo · Orkiestra Filharmonii NarodowejMuzyka teatralna i telewizyjna℗ 1975 The Copyright in this sound re
Jak być może pamiętacie z naszego bloga, czy kanałów social media, pod koniec listopada i ja i Kuba obchodzimy urodziny. Z tego okazji od kilku lat, każdego roku organizujemy jakąś jubileuszową podróż:) W ubiegłym roku Kuba miał dalekie plany na palmy i plażę, ale rzutem na taśmę udało mi się go przekonać, żebyśmy znów polecieli do Włoch (a palmy przełożyliśmy na początek roku - Zanzibar -> TUTAJ). Nie ukrywam, że jestem uzależniona od włoskiego klimatu i co jakiś czas po prostu czuję, że muszę tam polecieć:) W dodatku to od Mediolanu zaczęło się nasze podróżowanie, więc chyba już zawsze będę miała sentyment do tego miejsca (pierwszy raz wybraliśmy się tam na trzydziestkę Kuby, później był Londyn, Szwecja, znowu Londyn, Lanzarote, Paryż, znowu Włochy i tak dalej... 🙂 wszystko znajdziecie w zakładce Podróże Małe i Duże TUTAJ).Ponieważ mamy taki walentynkowy tydzień, zdradzę Wam jak to się stało, że podróżując do Mediolanu, trafiliśmy do miasta Romea I Julii🙂 Ja uwielbiam wracać do tych samych miejsc, Kuba uwielbia przede wszystkim odkrywać nowe. Postanowiliśmy więc to połączyć i odwiedzając jedną ze stolic mody, zaczęliśmy szukać dodatkowego miasta, które jesteśmy w stanie okiełznać w jeden dzień. Najprostszym rozwiązaniem jest odwiedzić Bergamo, które znajduje się tuż pod Mediolanem i jest bardzo urokliwe, ale tam już byliśmy. Pisaliśmy o tym TUTAJ. Stosunkowo blisko Mediolanu jest także Genua - portowe miasto Włoch, ale tam także już byliśmy - przeczytacie TUTAJ. Przeglądając mapę rozmarzyłam się i okazało się, że Mediolan można idealnie połączyć z odwiedzeniem Werony <3 Poza tym wybraliśmy się także do Seravalle Scrivia - miejscowości w której znajduje się jeden z największych outletów w Europie - post znajdziecie dojechać do Werony z Mediolanu?Braliśmy pod uwagę 2 sposoby - wynajęcie auta lub pociąg. Zdecydowaliśmy się na to drugie rozwiązanie, ponieważ po pierwsze parkowanie we Włoszech to często totalny kosmos, po drugie nasz hotel znajdował się w pobliżu dworca centralnego, skąd bez problemu dostaliśmy się bezpośrednio do centrum Werony, a nasza podróż trwała z tego co pamiętam niespełna 1,5 godziny. Bilet na pociąg możemy zakupić w kasie, czy bardziej popularnych automatach biletowych. Warto wiedzieć, że w różnych godzinach, bilety na ten sam przejazd mają różne ceny. Wybierając się w taką całodzienną podróż, polecam także sprawdzić od razu rozkład odjazdów także, że takie wycieczki warto mieć zawsze z tyłu głowy, kiedy w mieście do którego się wybieramy, akurat zepsuje się pogoda. Wycieczka może uratować nam dzień - choć my Weronę zaplanowaliśmy już w Polsce, dzień na ten wyjazd wybraliśmy dopiero na miejscu, sprawdzając pogodę na Tym samym uciekliśmy od deszczowego Mediolanu, do całkiem słonecznej i ciepłej tego dnia Werony:)Werona znajduje się mniej więcej 150 km od zwiedzaniu Werony i ciekawych miejscach napiszę w kolejnym poście. Dziś będzie nieco o Romeo i Julii, a także zabiorę Was do Domu Julii!:)Choć to William Szekspir rozsławił Weronę, prawdopodobnie nigdy w tym urokliwym mieście nie był. Mało tego swoje dzieło oparł na romantycznej włoskiej historii stworzonej przez Mattea Bandella. Tragiczna historia młodzieńczej miłości Romeo Montechi i Julii Capuleti jest do dziś wzorem romantycznych kochanków. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak to, że w Weronie hołduje się Julii, a śladów Romeo trzeba się naprawdę naszukać!:) Ale po kolei:)Dom Julii w WeronieTo chyba główne miejsce, do którego kierują się turyści w Weronie. Dom znajduje się z jednej z bram w centrum. W mieście znajdziemy znaki, ale też kiedy zapytamy o niego choćby w dowolnym sklepie, to każdy sprzedawca nas pokieruje. Przed dom Julii możemy wejść za darmo, bezpłatnie zrobimy też sobie zdjęcie z pomnikiem Julii, czy przywiesimy kłódkę na bramie (kłódki w Weronie możemy kupić na każdym kroku). Niestety jeśli planujecie wrócić po latach do Werony i odnaleźć swoją kłódkę, to może być problem, bo co jakiś czas usuwają je z krat bramy, żeby było miejsce na nowe (a nie wiem co robią z tymi powieszonymi...).Żeby wejść do domu Julii, który składa się z kilku poziomów i jest takim minimalistycznym muzeum, trzeba zapłacić 6 euro za osobę. Jeśli planujemy odwiedzić więcej miejsc, zdecydowanie opłaca się kupić jedno lub dwudniową kartę turysty, która upoważnia nas do skorzystania z uroków wszystkich zabytków ( a trochę ich jest).Co zobaczymy w domu Julii w WeronieMożemy zwiedzić klimatyczny budynek, zobaczyć słynną sypialnię, stroje, poczytać nieco o Szekspirze, a na samej górze wejść oczywiście na balkon Julii:) Ciekawe doświadczenie, gdyż w momencie, kiedy turystka wychodzi na balkon, turyści z dołu wołają do niej Julia;) Poza tym można wysłać list! Oglądaliście film "Listy do Julii" ?? Jeśli nie, to bardzo Wam polecam, choćby ze względu na piękne kadry Werony i nie tylko:) Możecie wysłać list na pisany odręcznie, ale także... e-mail! Taka ta Julia nowoczesna:) Posąg JuliiTradycja mówi, że każdy turysta musi dotknąć piersi posągu Julii - wtedy znajdzie prawdziwą miłość. Majestatyczna Julia stoi tuż przed swym domem i wita wszystkich gości:) (i jest strasznie wysoka - ma sporo ponad 2 metry;) ).Gdzie znajduje się dom Romeo w Weronie?Tutaj sprawa robi się bardziej skomplikowana, bo Włosi kochają Julię, a Romeo no cóż... Kiedy kilkakrotnie pytaliśmy o dom Romeo, miejscowi i tak wysyłali nas pod dom Julii. Dopiero później po informacjach zaczerpniętych w internecie i po kilku kolejnych rozmowach, doprowadzono nas do restauracji, obok której znajdował się owy dom. Casa di Romeo nie jest dostępny dla zwiedzających. Trochę żałuję, że skoro już pięknie ograno całą werońską historię zakochanych, to tak po macoszemu traktują tego biednego kochanka;) Gdybyście mieli ochotę trafić do tego miejsca, to znajduje się na Via Arche Scaligere miejsc dotyczących słynnych kochanków pokażę Wam w kolejnym poście z cyklu Co warto zobaczyć w Weronie:) Z przyjemnością kiedyś tam wrócimy:) Kto z Was był w Weronie i także miło wspomina?:) Ona: To był absolutnie cudowny wyjazd! <3On: To kiedy znowu do Włoch?Ona: No właśnie... kiedy?? Bo widzę pokaźną listę kupionych biletów lotniczych, ale włoskiej ziemii tam nie widzę;))
Romeo Giulietta (Werona) – rezerwuj z Gwarancją Najlepszej Ceny! 171 opinii oraz 45 zdjęć czeka na portalu Booking.com.
1) Miejscem akcji był(a) a) Arsenał b) Werona c) Kraków d) Wernin 2) Księciem Werony jest a) Eskalus b) Parys c) Romeo d) Merkucjo 3) Kto udzielił ślubu Romeo i Julii? a) Parys b) Nie było ślubu c) Ojciec Laurenty d) Rodzice 4) Kto zabił Merkucja? a) Romeo b) Tybalt c) Julia d) ojciec Laurenty 5) Kto opiekował się Julią?Obiekt Verona Romeo's Eye położony jest w znakomitej lokalizacji w centrum miejscowości Werona i oferuje klimatyzowane pokoje, wspólny salon, bezpłatne
246 likes, 9 comments - Anna&Mario (@miejscaimiejscowki) on Instagram: "„Jedyna moja miłość, jaką dotąd znałam, tam weszła, gdzie jedyną nienawiść.